pod redakcją Kamillei Aghtan, Michaela O'Rourke i Karin Sellberg


O projekcie


Ten specjalny numer InterAliów zatytułowany „Płyny ciała”, poświęcony tematyce szeroko pojętej cielesnej płynności oraz płynów fizjologicznych, ma w założeniu przynieść rozwinięcie queerowej teorii i polityki cielesności orazontologii, która nie będzie tylko transgresją dla transgresji. Nie chodzi nam też o bezkrytyczne wynoszenie płynności do rangi dominującego i fetyszyzowanego tropu w studiach queer, o którym tak przekonująco pisze Brad Epps. Celem niniejszej publikacji jest raczej coś, co z niepokojem postrzegamy jako swego rodzaju higienizację, i - co za tym idzie - oswajanie odmieńczego myślenia.

Podczas gdy teoria queer i korporalny feminizm nigdy nie stroniły od cielesnego nadmiaru i tego, co jest odrzucane jako cielesny abiekt, niniejszy numer stawia sobie za cel zaadaptowanie, czerpanie i zarazem rozwijanie istniejących badań w tej tematyce (mamy tu na myśli prace m.in. Elizabeth Grosz, Tima Deana, Calvina Thomasa, Shannon Bell, Johna Paula Ricco) poprzez skoncentrowanie się na wytworach ciała, które zwykle wzbudzają obrzydzenie i ontologiczny niepokój, a więc na pocie, krwi, ropie, nasieniu, śluzie, mleku, łzach, wymiocinach, płynnym stolcu, ślinie, żółci, płynie rdzeniowym, moczu, krwi menstruacyjnej, łoju, kobiecym ejakulacie, wodach płodowych,kwasach trawiennych. Transdyscyplinarna orientacja tej publikacji pozwala na zbadanie, w jaki sposób odmieńczość ciała - rozumiana jako umowność jego integralności i właściwości/własności - jest problematyzowana w różnych obszarach i z różnych pozycji. O ile pojęcie abiektu stworzone przez Julię Kristevę stanowi z pewnością istotny punkt odniesienia dla tego projektu, to jednak wolimy skupić się na perspektywach bardziej afirmatywnych, które pozwolą pobudzić do życia politykę i ontologię odmieńczości oraz na nowo wypełnić ją ożywczą płynnością.

Mamy poczucie, że wiele z tego, co obecnie uchodzi za myśl queerową (a także tego, co z niej wychodzi) często odcina się i przemilcza materialny wymiar ciała i jego abiektalne tropy i wytwory; wystarczy chociażby wspomnieć, że wiele z płynów wymienionych powyżej nigdy nie doczekało się wzmianki ze strony teoretyków zajmujących się queerem. Również korporalny feminizm, który rzekomo ma na nowo ucieleśniać ontologię, traktuje ciało i ucieleśnione bycie w sposób abstrakcyjny i holistyczny, co pod wieloma względami bardziej utwierdza niż podważa granice fizyczności i ucieleśnionej interakcji / dyfuzji. W opozycji do tego trendu, niniejsza publikacja promuje stanowisko, które problematyzuje odejście od cielesnej abiekcji na korzyść ontologii śluzowatej, ropiejącej i przeciekającej. Taki ruch mógłby w założeniu popchnąć teorię queer w stronę bardziej dotykalnego poczucia materialności, bytu i cielesnej namacalności. Przez „ciało” rozumiemy nie tylko faktyczne ciało, ale także cały korpus teorii queerowej i feministycznej, jednocześnie wysuwając tezę, że odmieńczość, tak jak ciało, jest zawsze „ekscesem” wobec znaczenia i definicji, oraz że wylewa się poza czyste i właściwe kategorie produkcji wiedzy. Poprzez refleksję nad ekskorporacją i odrzutami teorii queer i korporalnego feminizmu, a także nad ich obawami przed zbytnim zbliżeniem się do niektórych wydzielin ciała, niniejszy numer stawia sobie za cel wprowadzenie teorii queer w stan przepływu i przyczynienie się do jej przyszłego rozwoju w obszarze teorii, sztuki, polityki, geografii i aktywizmu.

Mary Foltz: Ekskrementalny Eros: rozkoszna dekompozycja i The Lesbian Body
Helen Hester: Wymiana płynów cielesnych: transsubstancjacje we współczesnej pornografii
Karin Sellberg: Płynny tłuszcz
Rosemary Deller: To tylko „ciało wsiąkające w dywan”: wydzieliny ciała w Dreams of a Life (2011) Carol Morley
Shannon Bell: Płynna-Prawda: Dziesięć tez dotyczących kobiecej ejakulacji
Eszter Timár: Wzdrygnięcie
Anna Gibbs: Ewolucja łez: między nauką a spekulacją
Tim Dean: Zbrukaj mnie
Kathleen Biddick: Łzy władzy. Płacząc nad stanem wyjątkowym
Elizabeth Stephens: Zafiksowane na płynności: retoryka mobilności we współczesnych studiach queer
Tomasz Sikora & Tomasz Kaliściak: Soma rhei, albo nowa wizja porno
John Paul Ricco: Ślinotok: płynna przed-mowa sceny wstępnej
Nikki Sullivan: Kto napisze odmieńczą somatechnikę łez?
Peta Hinton: Tabu mleka matki: queerowanie macierzyństwa
Ania Chromik: Dywidua, konfluencje, kontaminacje
Maria Parsons: Menstrualne maszyny wojenne i ekonomie strachu
Patricia MacCormack: Twórcza aprodukcja: śluz i ślepak

Mary Foltz
Ekskrementalny Eros: rozkoszna dekompozycja i The Lesbian Body

W swoim artykule do specjalnego numeru InterAlia chciałabym skupić się na The Lesbian Body Monique Wittig. W tekście tym przedstawia ona praktyki erotyczne, które znoszą podmiotowość kochanki i ukochanej, podczas gdy dekomponują się one jedna w drugą w bezproduktywnej ekstazie. Płyny cielesne, na których koncentruje się pisarka - ślina, krew, upławy - są oznaką ostatecznego erotycznego zespolenia, które ma miejsce, gdy ciała łączą się i rozłączają, jednoczą ziemiście i użyźniają (nie: rodzą) świat. W tym literackim opisie wydalania, wzajemny związek lesbijek oraz ich związek ze światem polega nie na stworzeniu unikalnej pozycji podmiotowej, ale raczej na rozpuszczeniu jaźni, rozkoszowaniu się nieciągłością i porowatością, napawaniu się rozkładem. Prezentując abiektalne przyjemności, Wittig sugeruje, że sposób, w jaki pojmujemy i traktujemy ludzkie odchody, może nam pomóc w zrozumieniu przemocy względem samych siebie, innych i świata. Ponadto sugeruje, że zatopienie się w świat cechuje niepowtarzalny rodzaj intymności oraz ekskrementalny Eros, który pozwoli nam, być może, skupić się na radości bycia materią ożywioną zamiast na grozie rozkładu i śmierci.


Helen Hester
Wymiana płynów cielesnych: transsubstancjacje we współczesnej pornografii

Seks powodujący odruch krztuśny nabiera coraz większej widoczności we współczesnym przemyśle rozrywkowym dla dorosłych,a praktyka irrumatio często pojawia się zarówno w tytułach mainstreamowych, jak i w wyspecjalizowanych seriach pornograficznych. W swoim artykule będę dowodziła, że irrumatio to nie tylko „intensyfikacja obciągania, głęboka penetracja jamy ustnej, oczywista inscenizacja męskiej władzy” (Stüttgen 2009, 52), ale coś więcej: rozwinięcie specyficznego dla pornografii zaangażowania w tworzenie wizualnego leksykonu przyjemności. Czerpiąc z pracy Lindy Williams na temat „szaleństwa widzialności”, zaproponuję tezę, że w pornografii głębokiego gardła wydzieliny gardła i jamy ustnej służą jako zapowiedź i przedłużenie konwencjonalnego wytrysku oraz że wydzieliny te zaczynają pełnić funkcję fetyszystycznego substytutu kobiecego orgazmu, który pozostaje uciążliwie oporny na fotorealistyczne formy reprezentacji.

Spróbuję pokazać, że „seks krztuśny” można odczytywać w pornografii filmowej jako akt wymiany i transsubstancjacji, w którym alternatywne rodzaje płynów cielesnych i paroksyzmów zastępują zarówno wytrysk prąciowy, jak i szczytowanie kobiece. Jednak znaczenie odruchu krztuśnego w pornografii nie ogranicza się tylko do prezentacji ciał na ekranie, dlatego też w artykule zastanowię się nad rolą odruchu wymiotnego w odbiorze porno przez konsumenta-widza. W jakich sytuacjach niekontrolowana reakcja w postaci nudności zaczyna być odpowiednikiem reakcji podniecenia? Czy tekst można uznać za pornograficzny, jeśli wywołuje tego rodzaju reakcję cielesną? Używając przykładów z pornografii komercyjnej oraz współczesnych memów, zamierzam dowieść, że kulturowa widoczność odruchu krztuśnego wymaga nowego, „trzewno-ocznego” słownika seksu, który jednocześnie sama generuje.


Karin Sellberg
Płynny tłuszcz

Artykuł omawia powszechnie stosowane rozgraniczenia między materią stałą a płynną oraz zewnętrzną i wewnętrzną fizycznością. Jestem zdania, że tłuszcz, biochemicznie tworzony przez kwasy, jednak pojawiający się na naszych ciałach w nieco stałej formie, jako zjawisko kwestionuje wspomniane podziały. Tłuszcz nie jest ani w pełni czymś zinternalizowanym, ani całkowicie uzewnętrznionym, a odniesienia do „trzęsienia się” tłuszczu świadczą o tym, że w zachodniej wyobraźni funkcjonuje on zarówno w stałej, jak i płynnej postaci. Politycznie tłuszcz konstruowany jest albo jako abiekt, albo uświęcona substancja, a w obliczu tłuszczu wszystkie inne substancje materialne bledną na znaczeniu.

Opierając się głównie na poezji, beletrystyce, teorii i krytyce (jak i wszystkich pośrednich formach literackich) Margaret Atwood, Angeli Carter oraz Eve Kosofsky Sedgwick, zarysuję XX- i XXI-wieczną filozofię tłuszczu zasadzającą się na afektywnej władzy tłuszczu, która bierze się z jego pośredniej materialności. Wspomniane autorki w bardzo sugestywny sposób rozwijają tę koncepcję za pomocą określonych technik narracyjnych; konstruują one „tłuszczową” narratologię, w której zacierają się granice między stałymi gatunkami a bardziej płynnymi formami literackimi.

Artykuł będzie zasadniczo postulował przemyślenie ucieleśnienia w bardziej „trzęsący się” sposób, aniżeli było ono do tej pory przedstawiane w filozofiach ciała. Tylko nieliczne substancje w ciele człowieka pozostają albo w formie płynnej, albo stałej w ciągu jego/jej życia. Wszystkie elementy biorą udział w nieustannych procesach upłynniania i utwardzania. Przy bliższym kontakcie te zwały tłuszczu, które wydają się oku materią stałą, stają się trzęsącą się niematerialnością.

Rosemary Deller
To tylko „ciało wsiąkające w dywan”: wydzieliny ciała w Dreams of a Life (2011) Carol Morley

Dokument Dreams of a Life (z 2011 r.) stanowi przejmującą eksplorację zarówno życia, jak i śmierci Joyce Carol Vincent. Postać Vincent stała się znana pośmiertnie, kiedy to odnaleziono ją w londyńskim mieszkaniu trzy lata po jej zgonie; reżyserka Carol Morley korzysta z fragmentów wspomnień, które wyłaniają się ze świadectw przyjaciół i kochanków zmarłej, oraz muzyki i piosenek konstytuujących pewien duchowy wyraz czci dla życia Joyce przedstawionego na ekranie.

Podczas gdy Dreams of a Life zdecydowanie stara się być swego rodzaju hołdem dla Joyce, sam dokument czyni nawracające aluzje do rozpadu jej ciała; jej śmierć ukazana pod postacią „ciała wsiąkającego w dywan” staje się czymś „niedookreślonym”, otacza ją kurz, rozkład i zgliszcza. Jako że zderzanie ze sobą koszmarnego wyobrażenia jej rozkładającego się ciała ze świadectwami energii, czaru i aury nieskazitelności, jaką zdaniem przyjaciół roztaczała za życia, jest w filmie motywem nawracającym, mój artykuł analizuje sposoby, w jakie płynność przenika cały film Dreams of a Life. Tu bowiem płyny - kapiące mleko, woda wylewająca się z wanny, kapiący dżem, a przede wszystkim plama wielkości ciała widniejąca w salonie, swoiście „sygnalizują” zgrzyty między ustnym przekazem wspomnienia a kinowym obrazem, w efekcie których na powierzchni nieskazitelnego (szczególnie gdy odmalowywanego przez męskich wielbicieli i kochanków) portretu zmarłej zdają pojawiać się pęknięcia. Film jednak nie poprzestaje na prostej, standardowej tendencji do kontrastowania płytkich pozorów kobiecości z (momentami okrutnym) odsłanianiem zgniłego, mięsnego wnętrza ciała, a raczej korzysta z obecności płynów, aby wymusić reinterpretację minionego życia nie jako widzianego oczami innych, ale pokazanego samymi „załamaniami” w tym, co oglądane.


Shannon Bell
Płynna-Prawda: Dziesięć tez dotyczących kobiecej ejakulacji

W eseju połączę trzy koncepcje: polityki Jacquesa Ranciere'a, metody i polityki Catherine MacKinnon oraz żeńskiego fallusa Shannon Bell w celu opisania radykalnej nieestetyki wydzieliny pochwy.

Zamierzam oprzeć się na następujących pozycjach:

Shannon Bell. Fast Feminism: Speed Philosophy, Pornography, and Politics (New York: Autonomedia, 2010).
Alain Badiou. Handbook of Inaestheics, tłum. Albeto Toscano (Stanford University Press, 2005).
Catharine MacKinnon. Toward A Feminist Theory of the State (Cambridge, Massachusetts and London: Cambridge University Press, 1989).
Jacques Ranciere. Dissensus: On Politics and Aesthetics, tłum. Steven Corcoran New York and London: Continuum, 2010).


Eszter Timár
Wzdrygnięcie

Proponuję Derridiańskie spojrzenie na uwikłaną tożsamość męskości przy pomocy leksykonu biologii. Derridiańska dekonstrukcja, jej charakterystyczne zaangażowanie w słownictwo nauk o życiu oraz omówienie wybranych koncepcji naukowych posłużą do squeerowania pojęcia męskości poprzez uwidocznienie nieorganicznej relacji między kluczowymi tropami zwyczajowo używanymi w języku polityki do zagwarantowania tożsamości albo niepodzielności tego pojęcia, a więc i jego autonomii. Takie przedstawienie problemu jest queer - skoro męskość jest kluczowym konceptem heteronormatywności, to niniejszy tekst jest w fundamentalnym sensie pracą queerowania. Posłużę się teorią queer (Halperin, Butler) i Derridiańską dekonstrukcją, skupiając się na kwestiach autoimmunologii (i odnosząc do „Wiara i wiedza” [Foi et savoir] i „Upadłych[Voyous] Derridy, a także do pism Geoffrey'a Benningtona i Michaela Nassa, odpowiednio o autos i autro).

Interesuje mnie zwłaszcza niekoherentna, niebezpośrednia, nieorganiczna relacja między dwoma kluczowymi tropami w obrębie pojęcia męskości pomyślanej jako koncepcja polityczna (braterstwa). Te dwa kluczowe tropy to nietykalność i męstwo, a ich wspólnym zadaniem w politycznym leksykonie metafizyki Zachodu (fallogocentryzmie) jest podbudowanie „celu” męskości - pojęcia nasienia otoczonego szacunkiem i chronionego. Leksykon biologii odnosi pojęcia nietykalności i męskości zwłaszcza do systemu immunologicznego i do spermy. Według badań opublikowanych w 2007 roku (Pang et al.), komórki nasienia nie wywołują u człowieka reakcji immunologicznej (ani we „własnym” ciele, ani w innym ciele, w którym się znalazły), ponieważ są wyposażone w otoczkę proteinowo-węglowodanową, działającą jak przepustka. Mamy tu potrójną queerowość: niebezpośrednie, podlegające negocjacji uprzywilejowanie spermy w ciele, które ją wytworzyło, przez co staje się queerowo obca wobec „własnego” ciała; ten sam mechanizm używany w celu reprodukcji, queerujący heteronormatywnie „organiczne”, czyli gładkie i bezkonfliktowe opisy reprodukcji; i wreszcie względną łatwość, z jaką sperma jest przyjmowana w innych miejscach, nie tylko tych usankcjonowanych przez reprodukcję.

Sperma - w odwiecznej tropologii konwencjonalnej myśli politycznej wyobrażona jako nasienie, którego ochrona i starannie planowane wykorzystanie wskazuje na rolę uprzywilejowanej inwestycji prowadzącej do dobrobytu - teraz oto jawi się jako czynnik podejrzany i tolerowany warunkowo. Z kolei autos, „chroniony” albo suponowany przez system immunologiczny, okazuje się ukonstytuowany przez innego, i to nie tylko jako jego własna zewnętrzna granica, ale jako coś, co go przenika. Nie daje się w końcu ustalić, czy sperma jest sobą, czy nie sobą, ani czy przenika jako ona sama, czy jako coś innego. Możliwość takiego przesunięcia nieuchronnie wikła nasze pojęcie tożsamości, tkwiące w samym sercu pojęcia męskości: jeśli te ustalenia zaskakują, jeśli się przed nimi wzdrygamy, to dlatego, że wielki filozofem (filozofo-mem) tożsamości nie może służyć za fundament braterskiej męskości: jest co najwyżej efektem negocjacji (immunosupresji), którą możemy uznać za uzasadnioną w odniesieniu do ludzkiej spermy, ale już nie w przypadku nowotworu albo HIV.


Anna Gibbs
Ewolucja łez: między nauką a spekulacją

Wydaje się, że człowiek jest jedynym zwierzęciem wydzielającym owe słone krople, które zwiemy łzami.

Mój artykuł stawia pytanie o to, co łzy reprezentować mogą symbolicznie oraz co mogą znaczyć w kategoriach ewolucyjnych, w których Darwin, a za nim Silvan Tomkins, starali się myśleć o emocjach człowieka. Pisarstwo psychoanalityka Sándora Ferencziego, szczególnie w Thalassa, podchodzi do tych kwestii od innej strony. Ferenczi wysuwa teorię, w której człowiek jawi się jako organizacja warstw ewolucyjnych, korespondujących czasem z ontogenetycznymi warstwami rozwoju. Niniejszy artykuł stawia pytanie, jakiego rodzaju „psychiczną wolę” wyrażają łzy? Czy mogą być one symptomem powrotu Thalassy - morza, pochodzenia życia - w samym rdzeniu człowieczeństwa? Badając związki między ludzkimi i zwierzęcymi łzami, między łzami a poceniem, psyche i somą, łzami rozpaczy i łzami radości, artykuł nawiązuje do psychologii emocji i stawia pytania o interdyscyplinarność, szczególnie zaś o związki między nauką a spekulacją.


Tim Dean

Zbrukaj mnie

Niniejszy esej koncentruje się raczej na praktykach seksualnych niż na tożsamości czy ucieleśnieniu jako takim; stanowi opis pewnego utrzymującego się wciąż w ramach teorii queer napięcia, które odciąga uwagę od seksualnej praktyki, łącząc seksualność z innymi kategoriami analitycznymi takimi jak rasa, narodowość, niepełnosprawność itd. Sama obietnica queeru związana z wyjściem poza tożsamości gejowskie i lesbijskie, aby objąć także inne wyznaczniki społecznego wykluczenia, przyniosła w konsekwencji rzecz niefortunną - jego sterylizację. Rozszerzanie queerowej analizy poza samą kwestię tego, co seksualne jest obecnie często uznawane za posunięcie politycznie postępowe. Jednak to posuniecie zdaje się być nadto w zgodzie z liberalną polityką seksualnego wstrętu, wobec której różnorakie tożsamości seksualne mogą zostać uznane i przyjęte pod warunkiem, że sedno tych różnorodnych praktyk zostanie odpowiednio zatuszowane.

Przedmiotem mojego zainteresowania jest to, w jakich rodzajach seksu teoria queer może się zadomowić oraz jak polityka odrazy działa na rzecz uszczelniania granic analizy queerowej. Szczególnie interesują mnie praktyki seksualne względnie popularne wśród gejów, które wywołują odruch odrazy: piss, połykanie nasienia (tzw. „połyk”), scat, zabawy związane z obecnością krwi. Kwestię tę zamierzam poruszyć omawiając erotyczne kultywowanie wymiany płynów, szczególnie skupiając się na moczu, nasieniu oraz krwi. Odmienne wartościowania tych płynów (w przypadku nasienia i krwi - powiązanie z życiem, a w konsekwencji ich tabuizacja, natomiast w przypadku moczu - powiązanie z odpadami / odchodami, a więc niewątpliwie większa abiektalność) umożliwi mi rozważenie zróżnicowanych znaczeń wymiany płynów w seksualnej zabawie. Celem będzie nie tyle uwydatnienie nieszczelności ciała, ile próba odpowiedzi na pytanie, co oznacza czynne erotyzowanie tej nieszczelności.


Kathleen Biddick
Łzy władzy. Płacząc nad stanem wyjątkowym

Stawką we współczesnych teoriach suwerenności (zaczynając od Carla Schmitta, Waltera Benjamina oraz Giorgio Agambena) jest ucieleśnienie homo sacer (tego, którego można zabić nie splamiwszy się morderstwem, ale który nie może zostać poświęcony). Tak rozumiany homo sacer czyni niedecydowalnym zarówno to, co ideologiczne, jak i to, co polityczne. Ta straszliwa niedecydowalność leży u podstaw suwerenności. Suwerenność podejmuje kluczową decyzję, która decyduje o definiowaniu ideologicznego i politycznego.

W swoim artykule przywołuję historię łez przednowoczesnych, która przeciekając do nas kwestionuje sposoby, w jakie współcześni/-ne teoretycy/-czki wyobrażają sobie historie suwerenności i ją u(tym)czasawiają. Esej argumentuje, że w kluczowych tekstach przednowoczesnych łkanie sugeruje queerową (tym)czasowość suwerenności, która domaga się szczególnej uwagi. Podnoszę kwestię zarówno historii tkanki ciała, jak i żywej tkanki historii, aby zbadać, jak płyny ustrojowe przekładają się na teopolityczne rozgrywanie niedecydowalności. Mój tekst skupia się na kluczowych przednowoczesnych momentach konstruowania suwerenności. Pochylając się nad momentem, kiedy zgrupowanie chrześcijańskich duchownych fabrykowało fikcyjne prawo (Leges Edwardic 1138 NE), aby wytworzyć kategorię „Żyda” jako stanu wyjątkowego, pragnę zanalizować, jak tekst tamtej fabrykacji współczesny - History of the Kings of Britain - naznacza tamten historyczny niedecydowalny moment łzawym załamaniem: Merlin łka nad swym proroctwem. Jakie tropy wyznaczają jego łzy? Co możemy o nich pomyśleć?

Spróbuję także prześledzić genealogię podobnych ciekłych załamań bronionej suwerenności, odczytując spotkanie Dantego z łkającym władcą piekieł. Jakie tropy wyznaczają szatańskie łzy napełniające jezioro zdrajców w samym sercu piekieł?

Trzeci moment załamania suwerenności i jej niedecydowalności zawarty jest w odczytaniu tragedii Król Ryszard II Szekspira. Dlaczego Szekspir czyni Ryszarda II beksą i co jego pozornie bezduszne królewskie łzy mówią o traumatycznych pęknięciach suwerenności i decyzyjności?

Studium tychże literackich opisów umożliwi mi postawienie istotniejszego pytania: w jaki sposób suwerenność reguluje przepływ płynów ustrojowych oraz jak nadmiar płynów ustrojowych rozsadza koryta władzy, którymi krążą? Jeżeli łzy kwestionują (tym)czasowość i władzę, to jak możemy myśleć o łzach jako o płynie uderzającym odmieńczo w fantazję suwerennej decyzji?


Elizabeth Stephens
Zafiksowane na płynności: retoryka mobilności we współczesnych studiach queer

Pojęcia płynności i przygodności zajmują poczytne miejsce we współczesnych studiach queerowych, celebruje się je jako inherentnie zaburzające dominującą kulturową logikę, określoną przez Luce Irigaray mianem „mechaniki ciał stałych”. Dla Irigaray kulturowe powiązanie kobiecości z płynnością jest potencjalnie produktywną płaszczyzną feministycznego przyswajania i odzyskiwania, ponieważ płyny „wprowadzają zamęt w każdą próbę statycznej identyfikacji.”

Takie rozumienie płynności jako stanu, który tej statyczności się opiera, zostało mocno przez studia queer podchwycone, często na sposoby, które nie zważają na bardzo sprecyzowane przecież i ostrożne rozumienie płynności samej Irigaray. Nawiązując do formułowanej przez studia nad niepełnosprawnością niedawnej krytyki retoryki mobilności stosowanej w wielu współczesnych teoriach krytycznych, artykuł ten zanalizuje powszechne założenie krytyczne głoszące, że płynność sama w sobie jest cechą progresywną albo czynnikiem oporu. Czyniąc to, artykuł ma na celu trafniejsze próby rozumienia retorycznej funkcji płynności w studiach queer, a w szczególności jej paradoksalnej roli jako cechy definiującej dla obszaru badań, który przecież definiuje się wbrew takim stałym i utrwalonym określe(/a)niom.


Tomasz Sikora & Tomasz Kaliściak
Soma rhei, albo nowa wizja porno
[wraz z komunikatem grupy SUKA OFF]

Nasz esej przybierze formę „płynniejszą” niż tradycyjny artykuł akademicki. Jego głównym punktem odniesienia będzie (post)pornograficzny, eksperymentalny film Carnal Fluidity [Cielesna płynność], który jest częścią szerszego projektu zatytułowanego Inside Flesh (więcej na jego temat można znaleźć tutaj: http://insideflesh.blogspot.com), tworzonego przez polską grupę artystyczną SUKA OFF. Płyny syntetyczne i organiczne (o ile to rozróżnienie ma w ogóle sens) stanowią najważniejszy element imaginarium filmu, a „nowa wizja pornografii”, którą postulują artyści, zdaje się wskazywać na „przeciekająca ontologię”, do stworzenia której nawołują w swoim opisie redaktorzy gościnni InterAliów. Nasz tekst będzie kolażem komunikatu/komentarza napisanego specjalnie na tę okazję przez artystów z grupy SUKA OFF, obrazów i słownych upływów Kaliściaka/Sikory. Przepuszczalne granice między autorami, ideami, teoriami, obrazami i formatami tekstowymi umożliwią podskórne, molekularne przepływy, które trudno z góry przewidzieć.


John Paul Ricco
Ślinotok: płynna przed-mowa sceny wstępnej

Przedwerbalny strumień osadza na poduszce ledwie widoczny ślad,
jakby odrobina śliny wyciekła z tych śpiących ust.
-Jean-Luc Nancy

W rozdziale zatytułowanym „Od mojej nieobecności ku mnie” [Soi de l'absence a soi] niedawno ogłoszonego eseju „Zapadnięcie snu” [Tombe de sommeil], Jean-Luc Nancy przywołuje widok odrobiny śliny wyciekającej z ust śpiącego, by analogicznie przedstawić wyłonienie mnie z ja, we mnie. Zapadnięcie w siebie, nie będące enuncjacją „jestem” świadomości na jawie albo nieświadomości we śnie, ale nadmiarem i pozostałością śladu zapadnięcia w siebie, które jest zapadnięciem - moglibyśmy też powiedzieć, ślinotokiem - mowy.

Podążając ścieżką wytyczoną przez Nancy'ego, a zwłaszcza obrazem ledwie widocznego śladu osadzonego na poduszce, mój artykuł proponuje rozumienie ślinotoku jako płynnej przed-mowy tego, co nazwałem sceną wstępną. Termin ten jest zainspirowany lekturą Nancy'ego czytającego uwagi Freuda o Vorlust jako scenie odsłonięcia i przestrzennego pojęcia egzystencji jako dzielonej-oddzielnej. Ślinotok, jak wiemy, jest powszechną metaforą niepowstrzymanego pragnienia jako płynu. Nadmiar, który jako bezforemna forma i jako forma tła jest niczym innym niż nieczytelnością przed, „na” którym coś staje się możliwe, na przykład przyjemność erotyczna (także jako swoista odmiana inteligencji). Posługując się tymi terminami, mam oczywiście na myśli także zły materializm w definicji bezforemności George'a Bataille'a i zawarte w niej przyrównanie wszechświata do splunięcia.

Tekst podejmuje moje teoretyczne medytacje na temat fotograficznych przedstawień niezasłanego (choć niekoniecznie „pustego”) łóżka (zob. fotografię Felixa Gonzalesa-Torres Untitled Billboard, 1992), jako sceny wstępnej współistnienia/współobnażenia. Na podstawie tekstu Nancy'ego obrazy te zostają zrozumiane jako obrazy niemożności zaobserwowania, a nie tylko przedstawienia, snu. Bowiem, jak stwierdza Nancy, jeśli sen „ukazuje się sobie jako pojawianie, które jawi się tylko jako nie-pojawianie, jako zwracające całość pojawiania na siebie i ku sobie”, to obraz niezasłanego łóżka przynależy do estetyki wycofania, „pozwalając fenomenologowi na jawie [którym nieuchronnie stajemy się, powodowani chęcią zaspokojenia naszej doświadczalnej/epistemologicznej ciekawości] zbliżającemu się do łóżka nie dostrzec nic poza pojawianiem się znikania, udowadniającego wycofanie” („The Fall of Sleep”, 13).

Ślinotok dla tego, co werbalne, jest tym, czym puste łóżko dla tego, co wizualne, a jednak jako zapadnięcie mowy, ślina nie jest kwestią tego, co werbalne albo oralne, ale tego, co „ustne” [buccal], jak to określił Nancy, i jak doprecyzował Michael O'Rourke. Moglibyśmy powiedzieć, że jako płynna przed-mowa sceny wstępnej / Vorlust, ślinotok jest preejakulatem szeptu i jęku płynącego z ust. Za najlżejszym gestem, jakby za dotknięciem palca, ślina zostaje rozciągnięta i w tym rozciągnięciu odznacza niepewną, lecz silną swym napięciem linię tego, co „z”, co łączy dzieloną przez nas egzystencję. Jakby przy śpiących ustach otwierał się zbawieńczy szlak, i w zapadnięciu mowy słychać było „z”, którego „substancją” jest coś jakby wyrzucona plwocina, ślinotok.


Nikki Sullivan
Kto napisze odmieńczą somatechnikę łez?*

Pod koniec 2011 roku, w trzy tygodnie po zawale serca, zmarła moja matka. W tym czasie z nią spędzonym, zawieszonym jednak jakby w swoistym bezczasie jej umierania, ekonomia codzienności (i tego co właściwe) straciła zupełnie na znaczeniu, (przyjęte) granice między nami, między mną a tobą, między tym, co tu a tam, rozpłynęły się niczym atrament na zapłakanym liście. Łzy, tak wiele łez. Od tego czasu łapczywie pochłaniałam każdą książkę o łzach, która tylko wpadła mi w ręce: The Language of Tears; Holy Tears;Crying: The Mystery of Tears; Crying: The Natural and Cultural History of Tears. Tak wiele łez i tak wiele książek, a jednak wszystkie tak suche, tak wyzute z emocji, tak... „niequeerowe”. Nie mogłam pozbyć się wrażenia (za Irigaray), że - jakkolwiek ironicznym się to nie wydaje - całe to pisanie o łzach wyraża pewną „systematykę, która od-notowuje historyczną niewrażliwość na ciecze... długotrwały już współudział racjonalności i mechaniki ciał stałych [w utrwalaniu tej niewrażliwości - przyp. tłum.] (Irigaray 1985, 107). W swych różnorakich wysiłkach wyjaśniania łez w kategoriach funkcjonalistycznych czy/i instrumentalnych, prace te (jako technologie, w heideggerowskim sensie, które kierują i są kierowane określonym trybem „odsłaniania” czy „przybliżania” lub generowania) raczej łzy usidlają, przywłaszczają; osuszają je i pakują próżniowo tak, że „zanikają w bezprzedmiotowość ciągłości i trwania (Bestand)” (Heidegger 1977,19). Zwykle więc owe prace na temat łez konstytuują, moim zdaniem, pospieszne (Fördern) ukierunkowanie, które klasyfikuje, reguluje, wykorzystuje, przechowuje, dystrybuuje i wyczerpuje (odmieńcze) potencjalności (niestosownego) współstawania się. Jeżeli istotnie tak jest, to skonfrontować się należy z pytaniem, jak pisać inaczej, jak pisać we łzach**, w jaki sposób performatywnie poruszać odmieńczą somatechnikę łez. Czerpiąc z dzieł Heideggera, Nietzschego, Irigaray, Barthes'a, Lingis'a, Marka C. Taylora oraz Jeanette Winterson, mój artykuł takie właśnie wyzwanie podejmuje.

Artykuł strukturyzuję wokół wielu pytań powszechnie zadawanych w „heteryckich” pracach o łzach, takich jak: dlaczego płaczemy?; co oznaczają łzy?; czy istnieją rożne rodzaje łez?: jak często płaczą zwykli ludzie?; czy płacz nam szkodzi czy pomaga? W odpowiedzi na każde z tych pytań będę przeplatać/łączyć funkcjonalistyczne wyjaśnienia z własnymi próbami opisania łzami zawieszonego w bezczasie czasu umierania.

* Tytuł ten nawiązuje do retorycznego pytania, które Roland Barthes postawił we Fragmentach dyskursu miłosnego „Kto napisze historię łez?”
** Jest to odwołanie do wezwania Nietzschego, aby uprawiać „pisanie krwią” rozumiane jako wychodzący z trzewi, performatywny akt afektywny, a nie po prostu poznawczy.


Peta Hinton
Tabu mleka matki: queerowanie macierzyństwa

Podążając za odczytaniem Natury przez Vicki Kirby jako systemowej morfogenezy obejmującej „skomplikowaną medytację, mediację i samoreprodukcję, która ma zasadniczo queerowy charakter” (2011, 92), w artykule zamierzam skoncentrować się na „naturalnych” i abiektalnych interpretacjach mleka matki i karmienia piersią oraz na implikowanych przez nie pojęciach kobiecego / matczynego ciała, aby opowiedzieć się za „squeerowaniem” macierzyństwa, polegającym na przemyśleniu matczynego ciała w kategoriach uogólnionej oraz (re)produkcyjnej materialności, zarazem płodnej i wstydliwej poprzez mleczną wydzielinę, której nie można całkowicie umiejscowić bądź też zawrzeć, w kobiecym ciele jako uprzywilejowanym miejscu macierzyństwa.


Ania Chromik
Dywidua, konfluencje, kontaminacje

Niniejszy tekst jest zaproszeniem do pewnego eksperymentu myślowego, a zarazem poszukiwania afirmatywnej ontologii płynów ciała, która mogłaby być ostrożnym przyczynkiem do otwarcia nowego, lateralnego spojrzenia na płynną podmiotowość poprzez przepuszczenie deleuzjańskiego konceptu „stawania się” przez konceptualne instrumentarium „przedpodmiotowego stapiania”. Pomysł polega na testowym zestawieniu konceptu Deleuze'a z metaforyczną konstrukcją przednowoczesnej „płynnej fuzji ze światem humoralnym” oraz metaforą przedsymbolicznego przepływu zaczerpniętą z dyskursu psychoanalitycznego. Jednocześnie, w swoim zamyśle, takie działanie ma uczynić deleuzjańską ideę bardziej dotykalną poprzez zbadanie jak doświadczenie poszczególnych płynów ciała (pot, ślina, wody płodowe, śluz, osocze) wpływa na pozycję podmiotową w obliczu wsączania się i nasiąkania Innym. Skupiając się na pojęciu „dywidulaności” jako ucieleśnienia „rozlewającego się” sposobu istnienia w świecie (będącego przeciwieństwem zwartej w sobie i niepodzielnej in-dywidualności utożsamianej z propre), będę przyglądać się przenikającym się wzajemnym zanieczyszczeniom wspomnianych kategorii na kilku poziomach:
  • na poziomie deleuzjańskiego pojęcia „stawania się”, tymczasowego zestawienia, złożenia, zejścia się (a nie „bycia”) i chwilowego penetrującego przenikania, które przeformułowuje i likwiduje / upłynnia podmiotowość;
  • na poziomie konceptualnej konstrukcji przedkartezjańskiej tożsamości zanurzonej w „świecie humorlanym”;
  • na poziomie konceptualnej konstrukcji protoplazmatycznego przededypalnego przepływu jouissance;
  • na poziomie możliwej konfluencji tych trzech dyskursów, ze szczególnym uwzględnieniem ucieleśnienia materialnego doświadczenia poszczególnych płynów ciała poprzez skupienie się na rozmaitych potencjałach zestawień, które oferują.

Takie spojrzenie pomoże skoncentrować się na następujących pytaniach: w jaki sposób przyjęcie materialnego doświadczenia płynów ciała wzbogaca doświadczenie „stawania się w różnych pozycjach podmiotowych”? Czy można posłużyć się pozornie zastałym i ograniczający zestawem metafor konstruujących tzw. „doświadczenie przed-podmiotowe” w celu otwarcia nowej perspektywy na „stawanie się” jako konfluencję? A może metaforyka ta ma pozostać przypisaną najgłębszym czeluściom doświadczenia przedkartezjańskiego i pre-edypalnego, a więc niedostępną dla tych, którzy weszli w porządek symboliczny? Jeśli jednak zdecydujemy się na zabawę tym zmyślonym instrumentarium, to jak możemy z niego czerpać aby uniknąć ryzyka ontologizacji / esencjalizacji takich pojęć jak „natura”, „ciało”, „podmiotowość”, etc., jednocześnie nie wpadając w nostalgiczną utopię „świata ponownie zaczarowanego”? Eksperyment ten polega zatem jedynie na kolejnym zanurzaniu pojęcia „stawania się” w różnych nomenklaturach. Wierzę jednak, że ten prosty zabieg retoryczny pomoże otworzyć nowe perspektywy na przedefiniowaną koncepcję pozycji podmiotowych oraz na dotychczas pomijaną rolę, jaką wymienione płyny ciała odgrywają w tym przedefiniowaniu.


Maria Parsons
Menstrualne maszyny wojenne i ekonomie strachu

Niniejszy artykuł analizował będzie menstruację oraz Psi (parapsychologię) w horrorach jako deleuzjańsko-guattariańskie maszyny wojenne. Wojna jest dla maszyny wojennej przedmiotem drugorzędnym; miast tego maszyna ta jest nomadyczna, molekularna i kłączowa. Właśnie dzięki temu, że wojna nie stanowi jej głównego celu, jest ona „zdeterminowana w taki sposób, aby zniszczyć państwowość i miejskość, z którymi się zderza” (Deleuze i Guattari). Maszyna wojenna zagraża również edypalnemu modelowi państwa, który dyktuje pożądanie, redukując „formy, które pożądanie przybiera - a więc także i połączenia, jakie pożądanie tworzy - do tych, które utrzymują społeczne kształtowanie kapitalizmu” (Tamsin Lorraine). Jak stwierdzają Deleuze i Guattari, „mówiąc w skrócie, równocześnie aparat Państwa przyswaja maszynę wojenną, maszyna wojenna bierze sobie za cel wojnę, a wojna podporządkowuje się celom Państwa” (Deleuze i Guattari). Poprzez nakreślenie połączenia między menstruacją a Psi (parapsychologią) i uprzedzając jej przywłaszczenie przez państwowe siły zbrojne, argumentować będę, że menstruacyjne, parapsychologiczne praktyki są rodzajami anedypalnych, nomadycznych maszyn wojennych, które zagrażają neoliberalnym, prokapitalistycznym działaniom.

Artykuł ten będzie zatem analizował militarne lub ukryte przywłaszczania dojrzewającej, menstrualnej maszyny wojennej, badając jej reprezentacje w horrorze, począwszy od analizy The Fury Johna Farrisa, wydanej w 1976 roku, oraz jej filmowej adaptacji, wyreżyserowanej przez Briana De Palmę w roku 1978. Powieść Farrisa, jak i jej adaptacja, eksploatują strach przed komunizmem, wojną jądrową i anedypalnym pożądaniem. Co więcej, historia badań nad parapsychologią w czasach Zimnej Wojny unaocznia to, jak Państwo przywłaszcza sobie „wiedzę bezprawną” na temat paranormalnego i jak przekodowywuje anedypalne zagrożenia. Początków tego przywłaszczania upatrywać można w praktykach Rosjan z lat 50. XX wieku, kiedy dopuszczali oni do kontrolowanych przecieków (dez)informacji na temat swoich badań zdalnego widzenia (widzenia pozazmysłowego) oraz do ustanowienia przez rząd USA Instytutu Badań Stanforda w 1972, który zaprzestał badań dopiero w późnych latach 90. Ewidentna również w badaniach nad Psi jest podatność nastolatek na doświadczenia paranormalne. Tutaj związek dostrzec można między powszechnymi kulturowymi lękami a (także społeczno-kulturowo uwarunkowanymi) ograniczeniami czy progami menstruacji, które zarówno kulturowo, jak i historycznie obciążone zostały patologizującymi je dyskursami zmazy, higieny i skrytości. Menstruacja, jak stwierdza Kristeva, jest semantycznym rozdrożem; jest niejednoznaczna i złożona; opiera się rozgraniczeniom, regulacjom czy próbom sprozycjonowania. Niedawny film Pascale Laugier Martyrs (2008) przeniósł założenie eksperymentów z Psi na zdecydowanie bardziej niepokojący poziom poprzez powiązanie tajnych eksperymentów z torturą męczennika. Zarówno The Fury, jak i Martyrs ukazują sposób, w jaki zedypalizowane pożądanie podtrzymywane jest poprzez ekonomie strachu, które przywłaszczają sobie skryte maszyny wojenne dla projektów neoliberalnego kapitalizmu i promowania ideologicznego neoimperializmu.


Patricia MacCormack
Twórcza aprodukcja: śluz i ślepak

Wykorzystując śluz w roli katalizatora, niniejszy artykuł skonceptualizuje pewnego rodzaju wyabstrahowaną, odmieńczą, nieludzką „heteroseksualność”. Ponieważ śluz nie jest przypisany ani do konkretnej płci, ani do konkretnej części ciała, jest on promieniejącym i kleistym wyłanianiem się bez końca. Następnie mój artykuł zasugeruje, że dotychczasowy płynny symbol skończoności - męski ejakulat - można uwolnić z konceptualnej klatki jego nazewnictwa za pomocą figury męskiego ciała poddanego wasektomii. Zmieszanie abstrakcyjnego płynu kobiecego oraz męskiego płynu, który również został poddany abstraktyzacji poprzez uzbędnienie zawartości plemników, to twórczy akt wymykający się skojarzeniom heterseksualności z aktem i faktem ludzkiej reprodukcji. Jako radykalny projekt anty-rozrodczy, mający na celu uwolnienie ekozoficznego chaosu od pasożyta człowieczeństwa i jego kontynuacji, pozbawiony plemników ejakulat jest, w szerszym sensie, afirmacją nieludzkiej seksualności, która wymaga konfrontacji z grozą nie- lub anty-rozrodczego mężczyzny (samca) oraz aktu miłości do chaosium, śluzówkowej płaszczyzny złożonej z żeńskiego płynu i pełnych potencji ślepych nabojów.


© http://www.interalia.org.pl
pismo poświęcone studiom queer